Musimy się spotkać koniecznie. Najlepiej w deszczu : ty będziesz drżała, a ja bedę mógł rozłożyć parasol. Przytulisz się do mojego ramienia,a ja cię osłonię od wiatru,pójdziemy przed siebie aleją.
Aleja będzie aleją parkową. Liście pod nogami ułożą nam się w dywan, opowiesz mi swój ostatni sen, no co też pani za dziwne sny miewa, roześmieję się, mój Boże, to mój sen przecież, dokładnie taki, pomyślę.
Wdepnę w kałużę, woda wleje ci się do buta,uważaj, zawołasz i ominiemy gąsienicę.
Potem wiatr twoje włosy wwieje na moją twarz, zrobi ci się bardzo zimno, zrobi mi sie bardzo gorąco. Jesień powiesz, jesień, powiem, głośno uderzy w parasol liść, mogła by byc pani moją córką westchnę i wdepniemy w gąsienicę.
Zobacz, zabiliśmy, rozpłaczesz się,zaczniesz szukać papierosów, zamilkniesz, poderwie się do lotu stado wron,ustanie deszcz.
Zza drzewa wyłoni się księżyc.
Koniec,powiesz, schodzimy w banał, trzeba spotkać się od początku.