liczba odsłon

piątek, 27 września 2013

*2*

Gdzie są klucze? Szukam i szukam i nic; wiec robię to co na ogół robię, kiedy nie mogę znaleźć komórki, a ona dzwoni i dzwoni. ..
Sruuu- wszystko z torebki na chodnik i szukamy.. W stercie pierdół , które wysypałam z torebki było wszystko, dosłownie WSZYSTKO. Od paragonów, nadgryzionej kanapki , błyszczyku (jak na złość niedokręcony i lepiący) po szczoteczkę do zębów i majtki (tak, tak myślałam, że poznam królewicza z bajki i tę noc spędzę poza domem (naiwniara!). Księcia brak, kluczy brak. Nie wiem sama co gorsze!
Sprawdzam boczną kieszeń z nadzieją, że może tam schowały się tak bardzo potrzebne (jak nigdy) trzy niewielkie klucze z breloczkiem w kształcie głowy Homera Simpsona. Ostatnie przegrzebanie rzeczy i........Dupa. Nic. Zero! Co robić , co robić?! Wdech wydech. Szybko zaczynam zbierać wszystko z ziemi. Te paragony, nadgryzione kanapki ( nigdy więcej kanapek po tajsku!), błyszczyki, majtki, papierki po batonikach, wszystko! Z pewnością ktoś inny wyrzuciłby te rzeczy do kosza, który znajduje się jakieś 8 cm ode mnie. Niestety nie Ja! Od dziecka oswajałam się z rzeczami. Nazywałam je, hodowałam, posiadałam, przetrzymywałam.
W wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym nadawałam imiona frotkom do włosów (i to każdej z osobna!) Różowa z serduszkami to była Kingala (moja ulubiona!), była też Pika, Olesia i Sasynka. Mama dostawała szału, bo potrafiłam drzeć się i robić cyrki, gdy któraś z frotek się zawieruszyła lub co gorsze pękała. Wtedy była reanimacja frotek, na dwa lub czasem trzy słupełki.
Wstałam otrzepałam kolana, spojrzałam na telefon, a później na drzwi do domu i jeszcze raz na telefon. Paweł jest u swojej dupy za Londynem, Bella na wakacjach.. Nie jest dobrze- pomyślałam tak intensywnie, że gdyby ktoś kazałby mi zobrazować tę myśl byłby to z pewnością obraz czarnej ,szkolnej tablicy, gdzie po środku tej czarnej tablicy byłby WIELKI biały napis pisany charakterem siedmiolatka :
Nie jest dobrze! Usiadłam więc na schodach i zaczęłam dzwonić do Miśki. Bo jakby nie było, to tylko do niej mogę dzwonić w takich podbramkowych sytuacjach!
Jeden, trzy, 5 sygnałów. NIC! Poczta. ONLY kurwa POCZTA PO-CZ-TA! Miałam już złapane powietrze w płucach by móc z całej siły, a tym samym z całej bezsilności krzyknąć KURWAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaa!!!! Trochę ze złości, trochę ze zmęczenia, z tego też chociażby, że ludzie telefonów nie odbierają, a jeszcze inni ludzie gubią klucze nie wiadomo gdzie, no i dlatego też, że jest tak wszystko posrane na tym Świecie, że dama ma szukać księcia (do czego to doszło!), a jeśli go już znajdzie, to on okazuje się jakimś księciem, który zamiast zamku ma równie jak on niedojebany pokoik gdzieś w 5 strefie Londynu, jeszcze bardziej dojebanego kota (jak można w ogóle lubić koty?) i w ogóle cały jest jakiś z niedojebanej bajki!
Na szczęście powstrzymałam się od wrzasków w ostatniej chwili, bo do mojego zalanego już alkoholem mózgu ,dotarł sygnał o posiadaniu sąsiadów. Ba! Sąsiadów z trojką małych dzieci, które co prawda nie oszczędzały mnie rano wrzeszcząc pod oknem, ale w końcu dzieci to dzieci, też się darłam pod oknami sąsiadów kiedy oni w spokoju po niedzielnym obiadku chcieli oglądać Wielką Grę.
Nagle ocknęłam się i przypomniałam sobie o lufciku, który z przyzwyczajenia (bo przecież zawsze mieszkałam na 5 a czasem nawet 10 piętrze) zostawiałam otwarty,szczególnie latem, zapominając że jest duża różnica między 10 piętrem a parterem. Niewiele myśląc już po paru minutach ,wdrapywałam się na parapet .
Więcej, wiecej było jeść tych muffinów- klęłam w sobie, w środku w Gabi. JEZUuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!
Mój tyłek z nogami został na zewnątrz, natomiast moja głowa, ręce i tułów w środku pokoju, w którym majtkowo-różowy kolor ścian nawet po ciemku był nie do zniesienia. Świetnie, po prostu bosko. Wielkie i w miarę głośne (jak na warunki ciszy nocnej ) ‘KURWAaa’ rozległo się po tym różowym pokoiku, z tysiącem ciuchów, książek, zdjęć i płyt winylowych wokoło. Wdech, wydech, próbuję wciąż wcisnąć swój wielki, gruby tyłek przez ten mało wielki, nędzny lufcik... Jeszcze trochę, już, już prawię.... Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaauuuuuuuuułłłłłłłłłłłłłłłaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!! KURWAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!
Spadłam na ziemię, zahaczając chyba o wszystko, o co można było tylko zahaczyć. Na głowę, zamiast zimnego prysznica, który z pewnością byłby wskazany, dostałam serie ostrej amunicji (niczym z Kałasznikowa) książek (w tym słownik polsko- angielski w twardej okładce i Historia Sztuki, do której zajrzałam może raz.). Na koniec, gdy zbierałam w sobie jakieś resztki świadomości, trzeźwości i siły, jak na złość, dostałam jeszcze w głowę Hendrixem i jego podwójnym albumem.

* * *
Ten stan, kiedy czujesz się połowicznie pijany i połowicznie skacowany ! Chryste, co za geniusz tworząc alko ,tak to pomieszał, że człowiek przy zasypianiu ma rollercoaster w głowie!!! Już sama nie wiem, czy mnie tak głowa po procentach boli, czy po nieszczęsnym Hendrixie.
Telefon dzwoni. Ja śpię. Telefon wciąż dzwoni. Ja wciąż śpię.. Nie dotykam, to pewnie budzik. To musi być budzik, bo kto normalny dzwoni do ludzi o 8:00? Po chwili skupienia, zdaję sobie sprawę, że mój budzik to Marsylianka, a dźwięk, który rozbijał się po pokoju, z pewnością Marsylianką nie jest.. Odbieram, próbuje powiedzieć Hello, nie wychodzi. Nabieram powietrza w płuca i przy próbie nr 2, moje Hello ma wyraźny głośny wydźwięk..
-Śpisz? – zapytał damski głos w słuchawce. Uwielbiam te pytania, kiedy ktoś do nas dzwoni z pytaniem ‘Śpisz?” . Tak, kurwa śpię, a osoba z którą teraz rozmawiasz to mój klon, który powstał na lekcji chemii, w ramach nieudanego doświadczenia chemicznego w trzeciej klasie Liceum – czasem naprawdę mam ochotę tak odpowiedzieć, bez względu na to kto pyta.
-No już nie śpię, co tam? Mam nadzieję, ze to coś ważnego, bo jest ósma rano... –wymamrotałam z ewidentną złością w głosie.
-Oj sorry, zapomniałam, że w Anglii u was jest godzina do tyłu, no nieważne, słuchaj czego się właśnie dowiedziałam- powiedział podekscytowany głos w słuchawce. A ja wtedy ogarnęłam, z kim mam przyjemność rozmawiać.
- No co tam Asiu, co ty znowu się nowego dowiedziałaś? Jakieś ploty z dzielni? – odparłam z taka niechęcią w głosie, że później sama poczułam się głupio.
- Gabi, dokładnie za dwa tygodnie, Krzysiek się będzie hajtać !
- O Kurwaaaa..... ale. Ale... niemożliwe.
Pierwszy raz od miesięcy, popłakałam się... a słowo 'kurwa' było przeze mnie więcej niż nadużywane.