Nie umiem ostatnio pisać. Pęcznieję od nadmiaru przemyśleń, których nie wyrzucam z siebie, a gdy siadam przed klawiaturą w głowie mam pustkę, próżnię bez znaczenia. Nie wiem od czego zacząć, nie wiem na czym skończyć. Tyle ważnych słów umiera we mnie bez śladu, bo nie mam sił ich zmaterializować. Czytam innych i zachwycam się zdaniami, słucham Nosowskiej i odpływam. W mojej głowie cały czas trwa gonitwa myśli. Znikają zanim je sobie uświadomię. Albo zmęczona sama każę im przestać być. Żeby przestały mnie drążyć i wywracać na wierzch. Czasem staram się bardziej, piszę na serwetkach w restauracjach, piszę na biletach z kina i wydrukach z kas fiskalnych. Kiedyś poskładam te zdania, szczątki myśli i uczuć w całość i stworzę tą historię od nowa..ale to kiedyś.
Bo teraz to się dzieje tyle w moim mizernym życiu,że nie wiadomo gdzie, z kim, kiedy, dlaczego, no własnie dlaczego?Na przykład dzisiaj,cały mój zen diabli wzięli. Są rzeczy, których nie zmienię, nie mam na nie wpływu, a one mają wpływ na mnie. Krążę na orbicie bezsilności, a opadnięte ręce ciągnę za sobą po chodniku raniąc się do krwi i kości, czerwonym śladem zacieram ślady butów brudnych od brodzenia w bagnie. Uśmiecham się w twarz, a za plecami krzyżuję dwa palce aż do bólu, aż do pękania kości. Ja jestem idealistką i nie zgadzam się i buntuję się jak trudna nastolatka. Nie lubię współobcować z debilami i jeśli muszę... nie, nie umiem. Poprostu nie umiem. Mój cynizm zaczyna wylewać się uszami, oczami, a z ust pianą toczą mi się słowa, które normalnie mogłabym sobie darować.
Jednak, od kompletnej zagłady takimi dniami jak dzis ratuje nas parę rzeczy. Czasem jest to kieliszek lub butelka wina, czasem spokój który na koniec dnia, jak manna z nieba spada na nas i pozwala na jakieś proste przemyślenia, które mniej lub bardziej koja.
Myślę sobię teraz ,że tak na prawdę to niewiele mi trzeba do szczęścia. Przyjaciół kilku sprawdzonych, dwóch par wpatrzonych we mnie psich oczu, kremu pod oczy, wieczorem ciepłej herbaty z sokiem z malin, w ulubionym kubku, dobrej książki w drodze do pracy i poranków, gdy mogę się wyspać bez wyrzutów sumienia.
Oczywiście mam milion planów, pomysłów na przyszłość, całe setki marzeń, wyobrażeń, realnych i nierealnych pragnień, kilka rzeczy, które chciałabym zmienić, ale byłabym szczęśliwa, gdyby było tak, jak jest teraz.
chyba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz